piątek, 13 stycznia 2017

Quo vadis, Blogere?




Jakie mamy typy blogerów? Dobry lub zły. Wartościowy lub bezwartościowy. Odnoszący sukcesy lub nie odnoszący naczyń po sobie do zlewu. To tak w sporym uproszczeniu. Gdyby jednak pójść dalej...



1. Sarkastyczny dupek bez polotu




Gdybym miała trochę więcej dystansu do siebie, to bym napisała, że zaliczam się do tej kategorii. To idealna forma bloga dla ludzi, którzy są mistrzami ripost przychodzących z opóźnieniem.
Czasami po kilku latach.

Jak rozpoznać sarkastycznego dupka bez polotu? Po pierwsze zawsze będzie zaznaczał, że nim jest. Tytuł bloga i adres URL jednoznacznie zakomunikują, że mamy do czynienia z badassem. Czy w istocie jest takim twardzielem? Cóż, zajrzymy w tekst. Bowiem w tekście zdradzą go zdania typu:

 on jeszcze nie wiedział, że życie to kurwa i rucha nas bez pytania, więc musiałem mu o tym powiedzieć 

albo

 nie dam sobie w kaszę dmuchać, dlatego gdy sprzedawca powiedział „do widzenia", odpowiedziałem „do widzenia” 

Zazwyczaj jego teksty, to autoterapia podnosząca stargane poczucie własnej wartości. Wychodzi tak, że nikt tego nie czyta i nikt nie komentuje, oprócz recepcjonisty na nocnej zmianie w hotelu – oni zazwyczaj czytają cały internet.



2. Kopie Pokolenia Ikea i/lub Jasona Hunta (Kominka)




Pisanie o tym, jak pisać bloga i jak uwodzić kobiety, to dwa tematy, które rozpalają serca ludzi nie mających blogów i od lat sypiających z jedną kobietą.

Takich blogerów jest najwięcej. Prowadzenie bloga w ten sposób, pozwala się poczuć jak ekspert blogosfery, wagin i wszechrzeczy. Czym się różnią od swoich pierwowzorów? Zasadniczo wszystkim, ale najbardziej tym, że nie umieją pisać. Spokojnie, "pisanie, to nie jest prawdziwa praca", także luz. Odwzorowujący się twórcy, myślą natomiast, że mają nieoceniony wpływ na życie innych ludzi, że czynią go lepszym. A i owszem. Po lekturze takich kopii, lepiej sporządza się miesięczny raport dla szefa. Wyśmienicie wsuwa się schabowego. Doskonale pastuje się obuwie.

Zaliczający się do tego grona autorzy blogów, dążą do napisania książki na jeden z tematów podanych na wstępie. Konflikt psychologiczny bohatera, który chce zaruchać kogoś nowego, ale ma żonę. Konflikt tragiczny czcionki z nagłówka, która nie reaguje na klasy CSS. Któryś z tych. 



3. Konsumenckie dziwki






Kosmetyczna część blogosfery, jawi się niczym arabski Suk. Tylko, zamiast mieć do czynienia z wprawionymi handlarzami, otaczają nas zewsząd zdehumanizowane ćwierćmózgi.

Mam Miałam bloga kosmetycznego i lubiłam go prowadzić. Poznałam masę świetnych osób z tej działki, z którymi można brać narkotyki. Byłam na kilku spotkaniach, gdzie poruszałyśmy interesujące tematy, na przykład, jak wyglądać naturalnie nie wyglądając naturalnie. Bywałam na targach kosmetycznych, gdzie z kolei dowiedziałam się wszystkiego o odsysaniu tłuszczu. Szczerze zainteresowałam się wizażem, zaangażowałam się w kilka współprac, wygrałam masę kosmetyków w konkursach, w których trzeba było coś napisać. I w zasadzie, jest jakaś część tej niszy, której będę bronić jak lwica. Ale po za tym... 
Widzę co się odpierdala.

Nie ma bardziej wartościowych treści, jakie można zostawić w komentarzu u koleżanki, niż „kom za kom?” tudzież „obs za obs?”. Najbardziej martwa społeczność, która rośnie w siłę przekazem bez przekazu. Cmentarzysko opisów produktów (pierwotnie napisanych przez producenta), składów kosmetyków bez parabenów i złuszczających skarpetek z chińskich stron. Imperium kopiuj-wklej.

Takie blogerki zgadzają się na promocję marki, za zrobienie loda jakiemuś pijarowcowi. Ty uklękniesz, on ci się spuści do gardła, a na końcu napiszesz na swoim blogu, że jego firma jest w porządku. Wiecie, obopólna korzyść. Dzięki takim poczynaniom, agencje reklamowe, proponują później innym oferty, po przeczytaniu których z zażenowania odpada mi szczęka, muszę ochłonąć, by na końcu odpowiedzieć, nie używając żadnego przekleństwa. 
To nie jest proste.




4. Królowe stylizacji


zdjęcia: Pinterest


Dawno temu, za górami za lasami
Żyła sobie blogerka z limonkowymi legginsami
Ze spożywczymi skojarzeniami problemów nie miała
Nazywała kolory tak, jak tylko chciała:

Miodowy szal co okala szyję
Karmelowa mini (od takiego karmelu się nie tyje)
Malinowy tiszert, kupiony na bazarze
Miętowe botki - od czego są wyprzedaże?

Zgłaszają się do nich firmy ze wschodu dalekiego
By podpisać z nimi umowy charakteru barterowego
I wszystkie szafiarki współprace realizują
Nawet, gdy przesłane ciuszki - w palcach się rozlatują

Być może, przeglądając blogi, wątpliwości cię nachodzą
Jak one na tych piętnastocentymetrowych szpilach chodzą
Lecz gdy tylko sprawnie wątki się połączy
Wnioskujesz, że one je zdejmują, gdy tylko aparat się wyłączy

Nazwij mnie złą kobietą, nazwij kurwą głupią
Bezguściem, beztalenciem, brzydką twarzą trupią
Choć znane przysłowie rzecze, że o gustach się nie dyskutuje
Powinnaś chociaż wiedzieć, co do siebie pasuje.


5. Kołcze i kołczany






Są tacy kołczowie, którzy coś ci dadzą. Na przykład raka. Znakomita większość speców od pijaru, wizerunku, pomnażania oszczędności, motywacji, psychologii biznesu i uwodzenia, to osobniki, które nudziły się przy czytaniu książek Aronsona. Nie nudziły się za to, czekając w kolejce do modnych klubów. 

Mistrzowie frazesów: wszystko zależy od ciebie (bardzo dużo, ale nie wszystko), wszyscy mamy równe szanse (cele być może tak, szanse nie), ten Mercedes tylko czeka żeby pojechać nim na weekend do Kazimierza Wielkiego (spierdalaj, nie mam prawa jazdy).

Ostatnio poszłam na spotkanie dotyczące funduszy inwestycyjnych. Daleka jestem od wyśmiewania tego typu działalności, ale po rekomendacji znajomego (Ania, on jest najlepszy w naszej firmie i prowadzi BLOG) podejrzewałam, czego mogę się spodziewać. Pomyliłam się tylko w jednym: obstawiałam, że będzie miał dwie rożne skarpetki, a miał jasnoniebieskie w żółte kaczuszki.


6. Parentingowcy







Survival horror w wielu aktach:

Jak szybko i efektywnie posprzątać kupę z pleców dziecka, gdy właśnie skończyłeś je kąpać? 
Modny dodatek: przetwory Gerbera na bluzce - czyli kilka słów o ulewaniu.
Zabawki dla niemowlaków, których (raczej) nie zjedzą.
Pampersy - ile ich kupić, żeby i tak się skończyły w tydzień.
Gotowana marchewka i jak twoje dziecko ją zwróci.
Pięć sposobów na uspokojenie kobiety w ciąży (bez rzucania w nią kapciem).
Dziesięć sposobów na regenerację podczas dwudziestominutowego snu w nocy.
Czterysta tysięcy sposobów na równowagę psychiczną po urodzeniu dziecka, bez półrocznej psychoterapii na oddziale dziennym w szpitalu psychiatrycznym. 

A wszystko to, byś doszedł do wniosku: trzeba było kupić psa.


7. Podróżnicy 





W 80 dni dookoła bloga! Z jednej strony - grupa ludzi realizujących marzenia, których ty się boisz. Z drugiej - piewcy sztuki ubierania w słowa po raz kolejny, tej samej wycieczki do Paryrza / Żymó / Kóala Lómpór.

Jak opisać po raz tysięczny, że wpadliśmy na taką niewielką, schowaną nieco, knajpkę, w której wcześniej byli wszyscy? Jak porwać tłumy Pałacem Kultury i Nauki? Bramą Brandenburską? San Escobar? Przecież o tym zostało napisane już każde słowo. Ja pierdole, to takie trudne. 

Wśród podróżników spotkamy osoby, które przez cały rok nie kupują papieru toaletowego (podcierają się gazetami), aby wybrać jedno z tysięcy last minute. Nie, to nie jest ściema, znam ludzi, którzy oszczędzają w ten sposób na srajtaśmie. 

Chwila, już wiem! 
Aby dodać dramaturgii ich poczynaniom, muszą dodawać stawki w stylu „nasz lot do Zanzibaru spóźniał się już 3 godziny, więc aby przeżyć w strefie bezcłowej, wpierdoliliśmy własne sznurówki.”.




Świetny post! :) :* :* :* <3
Obs za obs? :) 


1 komentarz :